Turystyka, niegdyś dostępna jedynie dla garstki osób, stała się powszechna. Efektem tego są tłumy ludzi w miejscach uznanych za atrakcyjne turystycznie, takich jak Luwr, centrum Rzymu, Grenada, Wenecja, góra Fudżi, czy nawet Himalaje. Tłumy te często korzystają z wyjątkowo kosztownego dla środowiska transportu lotniczego, a na miejscu szkodzą otoczeniu na wiele różnych sposobów, świadomie lub nie: porzucają śmieci gdzie popadnie, zanieczyszczają środowisko ściekami, a nawet kremami do opalania, które niszczą rafy koralowe, a ich obecność powoduje podwyższenie cen wszystkiego, z czego korzystają, od wynajmu mieszkań po jedzenie. Poniżej opisuję dokładniej negatywny wpływ turystyki na środowisko i społeczeństwo w masowo odwiedzanych miejscach. Nie jest to wyczerpująca lista, a jedynie zbiór przykładów.
Pierwszą spośród wyrządzanych przez turystykę szkód, jakie opiszę, jest niszczenie środowiska. Jest ono zauważalne szczególnie tam, gdzie to środowisko jest atrakcją turystyczną. Poza wspomnianymi już ściekami (często wylewanymi do morza bez uprzedniego oczyszczania, na przykład w Meksyku) oraz śmieciami (porzucanymi gdzie popadnie, często również lądującymi w morzu, bądź zostawianymi w górach jako niepotrzebne obciążenie, jak w wypadku Mount Everest), częstym problemem jest niszczenie plaż. Stawiane na nich budynki zaspokajające potrzeby turystów, między innymi hotele, powodują wymywanie z nich piasku. Plaże pozostają jednak piaszczyste, ponieważ ludzie uzupełniają je piaskiem z dna morskiego, co z kolei niszczy znajdujące się tam środowisko, w którym żyją liczne rośliny i zwierzęta przydenne. Oprócz tego zadeptywanie plaż uniemożliwia życie wielu mieszkającym na nich organizmom (na przykład występującym w Polsce zmieraczkom plażowym, zwanym pchłami morskimi), a także rozmnażanie się tym, które w tym celu na nie przybywają. Takimi zwierzętami są foki, żółwie morskie, oraz liczne gatunki ptaków. Brak miejsca do rozmnażania się powoduje powoduje znaczny spadek ich populacji, bądź też uniemożliwia jej odbudowę po katastrofie, zwykle również spowodowanej działalnością człowieka.
Obecność turystów zakłóca funkcjonowanie fauny i flory nie tylko na plażach i w morzu. W wielu parkach narodowych, na przykład Serengeti w Tanzanii, odwiedzający je turyści straszą i denerwują zwierzęta, praktycznie uniemożliwiając im rozmnażanie się. W dodatku turyści często tam również porzucają śmieci oraz nie trzymają się wyznaczonych szlaków, zadeptując okolicę. Przygotowywanie szlaków dla turystów także wyrządza szkody, ponieważ są budowane tak, by być wygodne i szerokie. Wymaga to wycinania wielu drzew, co z kolei powoduje erozję gleby oraz tworzy koryta, którymi spływa woda, powodując kolejne zniszczenia i odwadniając okolicę. W miejscach uczęszczanych przez turystów budowane są też obiekty zaspokajające ich potrzeby i zachcianki, takie jak duże hotele z basenami. Ich budowa niszczy cenne przyrodniczo miejsca, do których wcześniej przybywali turyści podróżujący z plecakami, nie powodujący znacznych szkód. Szkodzą one również krajobrazowi, jak na przykład w Tatrach, gdzie infrastruktura turystyczna zasłania góry. Przykładem firmy posiadającej takie obiekty jest Hotel Gołębiewski, którego hotele, znajdujące się w górach i nad morzem są budynkami o ogromnych rozmiarach, nie mających się nijak do lokalnego budownictwa. Turystyka szkodzi środowisku w jeszcze inny sposób, zarówno bardziej długotrwały, jak i bezpośredni. Turyści bowiem nieświadomie przenoszą ze sobą wiele innych organizmów, od myszy, przez bakterie, po nasiona roślin. Wiele z nich zadomawia się w miejscu, do którego zostały zawleczone, po czym zaczyna wypierać rodzime gatunki. Oczywiście, dotyczy to także innych podróżników, nie tylko turystów, ale turyści, ze względu na swoją liczebność, znacznie się przyczyniają do rozprzestrzeniania gatunków inwazyjnych.
Ze względu na rozmiary tego wpisu, dopiero w następnym opiszę szkody społeczne wyrządzane przez turystykę. Chciałbym jednak tutaj wymienić jeszcze jedną kwestię: otóż turystyka szkodzi również sama sobie. Zjawiska, które opisałem powyżej, prowadzą bowiem do zniszczenia również tych właśnie obiektów, które przyciągają uwagę turystów. Z tego powodu, obecnie ludzie często starają się, by cenne dla nich obiekty uniknęły wpisania na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a te, które już się na niej znajdują, zostały z niej usunięte. Oprócz tego, turyści, kiedy jest ich za dużo, wchodzą sobie nawzajem w drogę, zasłaniają sobie widok, i ogólnie sobie nawzajem przeszkadzają. Tego właśnie doświadczyła moja babcia, kiedy pojechała do Luwru. Znajdującą się tam Monę Lizę ujrzała z daleka, zza pleców innych turystów i przez to, a także zaskakująco niewielkie rozmiary obrazu, nie zdołała się jej dobrze przyjrzeć.
Samo to, o czym napisałem, wystarczy mi, bym zrezygnował z większości dalekich podróży. Oprócz tego, istnieją również kwestie społeczne, które opiszę w następnym wpisie.
Poniższe zdjęcie przedstawia mur szkoły przy rogu Paseo de los Tristes w Grenadzie w Hiszpanii.

Nadmierna turystyka, czyli dlaczego nigdy nie zobaczę na żywo Mony Lisy